Kiedy Antek trafił do mnie na terapię dysleksji miał 10 lat.
Chłopiec stracił rodziców w dramatycznych okolicznościach. O całej sprawie swego czasu trąbiono w mediach. Antek żył w niewielkim miasteczku, ze swoimi dziadkami. Od momentu strasznego zdarzenia, którego mały był świadkiem, aż do teraz nie otrzymał żadnej pomocy psychologicznej.
Babcia uprzedziła mnie, że może być ciężko. I było ciężko. Chłopiec z nienawiścią w oczach zaczął pierwsze ćwiczenia. Pracował krótko, po czym przestał w ogóle reagować na otoczenie, w tym na mnie.
Od przyjścia nie wypowiedział ani jednego słowa poza cichym „dzień dobry” i jakimiś mruknięciami. Potem już tylko siedział i patrzył z nienawiścią przed siebie. Lata kursów z komunikacji poszły na marne. Nie pomogły mi żadne manipulacje, psychomanipulacje ani empatia żeby do niego dotrzeć. Mówiłam do ściany.
W tym momencie do pokoju wparował Bazyl, nasz ukochany prawie-owczarek, pofukując swoim zwyczajem, jak małe prosię i zaczął Antka delikatnie lizać i wąchać. Psina nie jest namolna, raczej delikatny stwór, więc i delikatnie się z gośćmi obchodzi. Lizał leciutko i patrzył ciepło Antkowi w oczy.
Wtedy pierwszy raz usłyszałam Antka głos, taki normalny „Czy możemy zrobić przerwę?” „Jasne”, „ A czy mogę pobawić się tym..z tym..no?.... „Bazylem”, uśmiech "‘Właśnie z Bazylem”? Uśmiech.. nie wierzyłam własnym oczom…
„Oczywiście, lećcie do ogródka”
Ani w tym ogródku (ani w żadnym innym:)) nie widziałam tak pomysłowego, czułego i jednocześnie silnego dziecka bawiącego się zwierzęciem.
Trwało to niecałe 15 minut. Antek wszedł z uśmiechem do domu i stwierdził, że już może czytać i robić co tylko zechcę. Ale czy będzie mógł bawić się z psem w przerwach…
Przez cały tydzień pracował, jak żadne inne dziecko w jego wieku. Dzielnie, spokojnie, ani śladu buntu czy agresji. Czasem tylko z ciekawością i jakąś pożądliwością zerkał przez okno na zwierzaka leżącego za zewnątrz.
Pod koniec tygodnia babcia się rozpłakała ze wzruszenia słysząc jak młody czyta..
Zwierzęta są jak magnes. Przyciągają do siebie dzieci - od malucha, który jeszcze nie mówi - po całkiem wyrośnięte „dzieci”.
Czemu tak się dzieje, że wszystkie dzieci, jeśli nie zostały wcześniej negatywnie uwarunkowane, lgną tak bardzo do zwierzaków?
Ano po prostu i dzieci i psy to kinestetycy. I jedni i drudzy potrzebują dotyku jak powietrza, a dotyk miękkiej, psiej sierści jest szczególnie przyjemny i bezpieczny.
Pies jest ciepły. Wiecie, że psy mają temperaturę ok. 38 st. C? ?? Ciepło ciała psa, miękkość jego sierści sprawia, że mięśnie rozluźniają się, ustępują napięcia mięśniowe, dziecko się uspokaja..
Kontakt z psem, jego dotykanie jest doskonałą stymulacją dla mięśni, zmniejsza wrażliwość dziecka na negatywne bodźce zewnętrzne. I chyba dzieci instynktownie to czują, że obecność psa uspokaja je i relaksuje .
Wszystkie badania nad kontaktem człowiek-pies zdają się to potwierdzać.
Zauważyliście, że kiedy rozpoczynamy z dzieckiem rozmowę o jego psie - ono się wyraźnie ożywia? Dzieci bardzo chętnie opowiadają o swoich psach, dzięki temu szybciej można z nimi nawiązać pierwszy, szczery kontakt. Potem już z górki:)
Pies jest zwierzęciem, który bezgranicznie akceptuje ludzi takimi jakimi są: zdrowi, chorzy, mali, duzi, biedni. Być może ta akceptacja pomaga dzieciom zaakceptować siebie.
Dzięki kontaktowi z psem wzrasta też ich poczucie własnej wartości. Po pierwsze z powodu zaakceptowania, po drugie - pies wykonuje komendy dzieci, słucha je, podporządkowuje się im. U dzieci rośnie poczucie sprawczości. Czują się wtedy ważne, akceptowane, łatwiej im jest pokonać bariery jakie napotykają w swoim życiu.
Śmieszą mnie trochę komentarze ludzi - jacy wy jesteście dobrzy, że wzięliście psa ze schroniska..:)
Myślę wtedy, kto komu robi tu uprzejmość - my zwierzęciu, którego zabieramy ze średnio-miłego miejsca?
Czy zwierz nam - cały tylko dla nas, ze swoją przeogromną ufnością i miłością. A kocha gorąco, ok. 38 st. C, co najmniej:)
Dziewczynka miała 8 lati siedziała z tyłu klasy, rysując.Nauczycielka twierdziła, że dziewczynka nigdy nie możeskupić uwagi, a jednak na tych zajęciach z rysunku potrafiła. Nauczycielka była zafascynowana, podeszła do nieji zapytała: "Co rysujesz?"Na co dziewczynka: "Rysuję obraz Boga." Nauczycielka: "Ale przecież nikt nie wie jak wygląda Bóg.."A dziewczynka: "To za minutkę się dowiedzą...:)"
Te i inne historie możecie usłyszeć w czasie wystąpienia Sir Kena Robinsona, który jest autorem wielu publikacji o edukacji i kreatywności. Uważany jest za jednego z najwybitniejszych znawców systemów edukacyjnych na całym świecie. Jest doradcą zajmującym się kreatywnością i rozwojem strategicznym. Przez dwanaście lat był Profesorem Edukacji Uniwersytetu w Warwick.
Ken Robinson zaskakuje spostrzeżeniami, wobec których nie mogłam przejść obojętnie, choć wystąpienie ma kilka lat. Poniżej - linki do youtube, wykład jest w II częściach. Przyjemnego oglądania!
właśnie otrzymałam informację, iż wczoraj, w poniedziałek 18 stycznia, ruszył ogólnopolski bezpłatny Telefon Zaufania dla osób w kryzysie
Pod numerem 116 123 od poniedziałku do piątku w godzinach od 14.00 do 22.00 będzie można uzyskać porady specjalistów.
Eksperci zwracają uwagę, że ofiary przemocy w rodzinie mogą powiadomić policję albo skorzystać z telefonu Niebieska Linia. Natomiast osoby, które mają nagłe problemy finansowe, przechodzą kryzys małżeński, straciły pracę, mają problemy z dziećmi lub choćby przechodzą nagłe pogorszenie nastroju, nie mają do kogo zwrócić się o pomoc.
Jak będzie wyglądać taka pomoc? Psycholodzy udzielą przeżywającym załamanie osobom jednorazowego wsparcia, a w razie potrzeby skierują ich do najbliższego specjalisty.
Rozmowa z konsultantem jest bezpłatna niezależnie od tego, z jakiej sieci wykonywane jest połączenie. Można dzwonić z każdego miejsca w Polsce, zarówno z telefonu stacjonarnego, jak i z komórki.
Czas rozmowy jest nieograniczony, a osoby dzwoniące mają prawdo do zachowania anonimowości.
Również, jeśli podejrzewacie Państwo, iż w waszym otoczeniu jakiemuś dziecku dzieje się krzywda lub po prostu potrzebuje wsparcia - warto je nakłonić do zadzwonienia do telefon zaufania dla dzieci i młodzieży.
Bezpłatny i ogólnopolski TELEFON ZAUFANIA dla DZIECI i MŁODZIEŻY to 116 111.
Telefon zaufania 116 111 służy młodzieży i dzieciom potrzebującym wsparcia, opieki i ochrony. Zapewnia dzwoniącym kontakt z fachowcami w trudnych dla nich sytuacjach.
Linia 116 111obsługiwana jest przez wykwalifikowanych psychologów i pedagogów, którzy potrafią rozmawiać z młodymi ludźmi o ich problemach i są w stanie udzielić im profesjonalnej porady w sytuacjach kryzysowych. Konsultanci telefonu zaufania 116 111 współpracują z ogólnopolską siecią instytucji i organizacji, które w razie potrzeby prowadzą interwencje w sprawach dzieci. W przypadku podejrzenia, że zdrowie lub życie dziecka jest poważnie zagrożone, konsultanci telefonu 116 111 uprawnieni są do inicjowania interwencji policyjnej.
Miejmy oczy i uszy otwarte - dzieci, a szczególnie nastolatki wstydzą się prosić kogokolwiek o pomoc, na ogół szukają wsparcia wśród rówieśników. Jeśli podejrzewacie, iż jakieś dziecko w waszym otoczeniu może być ofiarą przemocy - interweniujmy, zadzwońmy razem z nim!
Dziś chciałabym zachęcić do przeczytania artykułu-wywiadu, który pojawił się dziś na onet.pl. Super-niania opowiada jak wygląda sytuacja w przeciętnym polskim domu, jak się kształtują relacje między dziećmi i rodzicami i co tak naprawdę jest przyczyną "problemów z dziećmi".
Ostatnio przeczytałam fragment wywiadu z Super-Nianią. Pani Dorota Zawadzka często, ostro i wprost stawia wiele spraw, ale najczęściej trafia w samo sedno.
"Wie pani, co jest dla ludzi najważniejsze w kontakcie z dzieckiem? Dla matki - jedzenie. Dla ojca - bezwzględne posłuszeństwo. 'Milcz, jak do mnie mówisz' - taki przekaz wciąż bardzo często słychać w domach. Oboje - i matka, i ojciec - wydają dzieciom polecenia. Nie zadają pytań, a jeśli zadają, to nie słuchają odpowiedzi. Bo wiedzą lepiej. (...) Zauważyłam, że nie pozwalamy dziecku mieć problemów. Ma wstać codziennie jak skowronek, być szczęśliwe, radosne - bo jest dzieckiem"
Na co dzień, w ramach własnej pratkyki, zajmuję się pracą z dziećmi w różnym wieku, pomagam im uporać się z problemem dysleksji, dyskalkulii, ADHD. Okazuje się bardzo często, że te dysfunkcje to nie największy problem. Największy problem to ...MOTYWACJA...
Jaki związek ma wypowiedź Pani Doroty z tym, że wiele dzieci w Polsce nie ma chęci, siły, zapału do nauki, a często do czegokolwiek??
Powiecie: beznadziejny system edukacji. Zgoda.
Uzależnienie do komputerów i tv. Po części zgoda.
Fatalna dieta, po której dzieci nie myślą, nie skupiają się, są pobudzone. Zgoda.
Ale jak widzicie taką sytuację: tata uczy 10 letniego chłopca, tłumaczy mu przyrodę, mówi, mówi, mówi językiem szczegółowym, przeznaczonym dla drugiego dorosłego. Podnosi coraz bardziej głos, kiedy widzi dezorientację na buzi dzieciaka. Zadaje pytanie, mały nic nie rozumie, mówi że ma dość. Tata ma pretensje, że syn się nie koncentruje, a przecież on się tak bardzo stara mu pomóc, a tamten jak zwykle nic..
Przykład 2: Mama pomaga nauczyć się czytać 9 letniemu chłopcu z dysleksją. Przed zajęciami zdejmuje mu kurtkę. Przynosi mu książkę. Podsuwa mu krzesło. Obiera banana i wkłada do buzi, a chlopak z miną niemowlaka pochłania owoc:) W czasie ćwiczeń dziecko siedzi ze znudzoną miną. Każde zdanie, które wypowiada "wyciągnięte" od niego siłą. Po zajęciach mama pyta mnie: co ta szkoła robi z dziećmi, że im się nic nie chce?
Na forach interentowych i poradnikowych dla rodziców wielu rodziców zadaje pytanie: jak to siędzieje, że jemu/jej kompletnie nic się nie chce. Wielu rodziców wysyła do psychologa swoje dzieci. Dobry psycholog wtedy powie - możemy pracować, ale systemowo, z rodzicami. Słusznie. Bo to co rodzice "wyprodukowali" tą wyuczona bezradność.
Wyuczona bezradność wg Wikipedii to utrwalenie przekonań o braku związku przyczynowego między własnym działaniem, a jego konsekwencjami.
Dzieci szybko uczą się bezradności, czyli poczucia, że ich osobista kontrola wzmocnień i wpływ na sytuację jest nieefektywna. W związku z tym uczą się oczekiwać obniżonej kontroli w przyszłości.
To oczekiwanie prowadzi między innnymi dodeficytów motywacyjnych: brak motywacji do działania i umiejętności angażowania się. Można zauważyć u takich dzieci długi czas dochodzenia do równowagi po porażce. To definicja.
A jak to wygląda w praktyce?
Sądzę, że obydwie sytuacje, choć różne od siebie doprowadziły do problemu, jakim jest, w zasadzie całkowity brak motywacji u dzieciaków. Tata, pełen dobrych chęci, nigdy nie dawał dojść do głosu małemu. W zasadzie wogóle go nie sluchał tylko mówił, uczył. Mówił co ma robić. W czasie naszych długich spotkań chłopak tylko raz próbował podjąć samodzielnie decyzje. Ciekawość poznawcza zabita. Na amen.
A mama z bananem? Okazało się potem, że banan to pikuś. Przy wyjściu zapina dziecku guziki. Pisze za niego w zeszycie. Czyta mu wszystkie książki. Odrabia za niego matematykę.
Ciekawość poznawcza i poczucie sprawczości zabite. Na amen...? Mam głęboką nadzieję, że nie.